#30: Piersi – My Już Są Amerykany (1992)

by carpcrawl

Piersi - My juz sa Amerykany

Astronomiczna wiosna już właściwie nie istnieje i od kilku lat możemy o tej porze roku delektować się prawdziwie letnią pogodą. A lato to dla mnie czas wspomnień beztroskich lat dziewięćdziesiątych, kiedy to człowiek miał gdzieś problemy pokroju szkoły i pracy, największą przyjemnością było granie z kumplami w gałę na podwórku, a gdzieś tam, w odległym świecie polskiego szołbizu, powstawały klasyki, które dziś nie miałyby najmniejszych szans na zaistnienie w radiu, a wówczas należały do absolutnego mainstreamu. Uciekanie z kilku ostatnich lekcji, żeby o 13 posłuchać w radiowej Trójce (i nagrać na kasetę!) słynny hit Proletaryatu Srajmy, a godzinę później obejrzeć teledysk Dezertera w „Clipolu” na telewizyjnej Dwójce – to był rytuał i coś absolutnie dziś anachronicznego. Niemniej ciężko łojących polskich kapel mieliśmy wówczas pod dostatkiem, były one popularne i szanowane, a jak ktoś się dobrze zakręcił, to pani w kiosku odłożyła dla niego nowy numer ‘Brumu’, o którego nakładzie dzisiejszy „Teraz (tfu) Rock” może tylko pomarzyć. Tamte lata, a przynajmniej ich początek, były też końcem z depresyjną i szarą otoczką poprzedniej dekady, także w muzyce. Nareszcie można było śpiewać o piwsku, dupie Maryni i bluzgać na całego obśmiewając wszystko i wszystkich. Przodował w tym oczywiście główny, obok Big Cyca, rockowy kabaret o nazwie Piersi. Okazuje się, że nawet po 20 latach ta ogólna szydera i robienie sobie jaj na każdy temat broni się jak mało co.

My Już Są Amerykany to płyta nie dająca się sklasyfikować pod żadnym gatunkiem. Mamy tu najczystszy thrash (Satany) i heavy metal (Suka Ciemna), polskie tradycyjne melodie wojskowe (Gdzie Mi Tam Do Nich), pastisz przedwojennych hitów (Idę Przez Lwów, Leżę), calypso a’la Tercet Egzotyczny (Nie Samym Chlebem Człowiek Żyje – zawsze zastanawiałem się, jakim cudem był to największy przebój z tej płyty) i rasowy punk rock (Rodzina Słowem Silna, Ułani). Choć oczywiście teksty wiodą główny prym, to muzyka jest równie ważna – Jezioro był bardzo sprawnym gitarzystą ze specyficznym, metalowym zacięciem, które fajnie współgrało z, pojawiającymi się tu i ówdzie, klawiszami, masą gwizdów, a nawet tradycyjną cyją. Żeby zrozumieć – trzeba posłuchać, bowiem eklektyzm w sferze dźwiękowej jest tu tak rozległy, że opisywanie go zajęłoby mi pewnie 10 postów na Geriatris. Zajmijmy się zatem warstwą liryczną, która od zawsze była dość mocną domeną Kukiza.

Tematów mamy tu w bród. Od klasycznych jaj, będących wyśmiewaniem konkretnych gatunków (wspomniane Satany i Suka Ciemna) po naprawdę poważne rzeczy, które na pierwszy rzut ucho śmieszą, ale kryją w sobie drugie dno. Mowa tu przede wszystkim o kawałku Rodzina Słowem Silna, który jest swego rodzaju dialogiem między matką a ojcem, i którą niejeden z nas jarał się w wieku nastoletnim ze względu na maksymalne użycie bluzgów na sekundę. Po latach przychodzi jednak zastanowienie, że być może tak było, jest i będzie w niejednym polskim domu, a to już nie napawa takim optymizmem. Z kolei w numerze O Partyjo Kukiz w absurdalny sposób wyśmiewa postkomunistów, w Ułanach pseudokibiców, w On Nie Jest Cham (będącym coverem kiczowatego jak dla mnie ELO) nowobogackich kapitalistów. Wisienką na torcie jest natomiast numer tytułowy, o mocno funkującym brzmieniu i z gitarą udającą dźwięki z samplera. W tym przypadku Kukiz strzelił w nos swojemu własnemu środowisku. Nie dość, że całość zarapował, odnosząc się ewidentnie do Kazika, to jeszcze wyszydził ówczesną modę śpiewania po angielsku i chłonięcia jak gąbka wszystkiego co amerykańskie, zwłaszcza grunge i rapu. Absolutnym mistrzem jest Jezioro, który w końcówce skanduje banialuki w wymyślonym języku i przypomina w tym… Dr. Albana. Do dziś pamiętam „Szansę Na Sukces”, w której koleś śpiewający właśnie tą piosenkę przedłużył Jeziorowe kocopoły do jakichś 5 minut.

Niezależnie od tego, co obecnie prezentuje Paweł Kukiz i jakie ma poglądy, można go uznać za wybitnego tekściarza. Udowodnił to nie tylko na My Już Są Amerykany, ale przede wszystkim na czerwonej Ayi RL. To, co później pisał i mówił, to inna bajka, ale tych dwóch dokonań nikt mu przecież nie odbierze. Mało tego, Kukiz jest tak naprawdę świetnym wokalistą i udowadnia to śpiewając falsetem, basem, growlem, zniewieściałym głosem (Hej Panienki Posłuchajcie) i… gwarą śląską (Ułani). Dzięki usunięciu treści stricte politycznych, czego Piersi nie uniknęły na debiutanckiej płycie (bo kto by dziś pamiętał co to ZChN czy KPN), album z 1993 roku dziś brzmi świetnie i świeżo. Z drugiej jednak strony, wydanie dziś takiej płyty jak My Już Są Amerykany nie miałoby sensu – światowe trendy, w jakiejkolwiek dziedzinie, są na tyle śmieszne same w sobie, że robienie sobie z nich jaj zahaczałoby o zły smak – ten sam, jakim odznaczaliby się parodiowani. (Mateusz Rękawek)

Reklamy