#32: Scraping Foetus Off The Wheel – Hole (1984)

by carpcrawl

Foetus - Hole

Nie wiem, co złego jest w „tańczeniu o architekturze”, zapewne dlatego, że nigdy nie próbowałem. Często za to podejmuję próby mówienia o muzyce i często (zbyt często?) czuję się bezsilny. Tak było zawsze, kiedy chciałem komuś przedstawić twórczość J.G. Thirlwella, znanego przede wszystkim z projektu Foetus, funkcjonującego pod przeróżnymi wariacjami na temat tej nazwy – z najciekawszych wypadałoby wymienić Foetus Art Terrorism, The Foetus All-Nude Revue, czy You’ve Got Foetus on Your Breath. A to tylko jedno wcielenie Jima, po kolejne odsyłam Was już w odmęty Wikipedii i Last.fm, bo to ma być tekst o płycie, a nie wyliczanka. A tą płytą będzie Hole z 1984 roku, wydana dla odmiany pod przyjemniutkim aliasem Scraping Foetus Off The Wheel. Chociaż cały dorobek Thirlwella jest na tyle zróżnicowany, że wybór jednego albumu mającego w pełni oddać fenomen tej postaci wydaje się być niemożliwy. A co dopiero oddanie tego na piśmie.

Mój problem z mówieniem o muzyce Foetus objawiał się przede wszystkim w próbie zdefiniowania jej i zaszufladkowania do jakiegoś gatunku. Twórcza schizofrenia Jima objawiająca się w doborze nazw i liczbie projektów pobocznych jest doskonale widoczna także w jego muzyce. Mieszają się tu elementy industrialu, no wave’u, post-punku, czy nawet jazzu, noise’u i muzyki estradowej. Miejscami zahacza to wręcz o dadaizm, z tą różnicą, że zamiast bezsensownej papki Thirlwell dostarcza szaloną mieszankę pozornie nieprzystających do siebie elementów, które w jakiś sposób tworzą spójną całość, niepodobną do właściwie czegokolwiek innego. Punkowy łomot zestawiony z jazzującą sekcją dętą? Proszę bardzo. Kabaretowy wręcz ośmiominutowy numer ociekający testosteronem? Nie ma sprawy. Znajdzie się nawet nieco trącących już myszką, ale wciąż stylowych eksperymentów z samplerami. A horyzonty tego typa sięgają naprawdę daleko i nieraz przy odsłuchu kolejnej jego płyty jestem zachwycony, że sięgnął i po takie inspiracje, by stały się częścią jego twórczości. Jeśli więc ktoś oczekuje, że po tym akapicie ma jakiekolwiek pojęcie o tym, jak Thirlwell brzmi, to głęboko się myli. I dobrze.

Ten luz i rozstrzał stylistyczny przyczynia się nie tylko do ubarwienia zawartości muzycznej płyty. Pozwala też na kompletny luz w warstwie tekstowej i umożliwia Foetusowi śpiewanie o rzeczach, o których większość artystów śpiewać się nie odważy. Weźmy chociażby Lust for Death – oczywiste mrugnięcie okiem w kierunku bodaj największego przeboju Iggy’ego Popa. Tytułowe słowa zestawione ze skocznym rytmem i bigbandową wręcz sekcją rytmiczną wcale nie muszą być brane na serio – pesymizmu tu jak na lekarstwo. Jeszcze jaskrawszym przykładem jest I’ll Meet You in Poland Baby, opowiadający o inwazji na Polskę z 1939 r., tylko, że… z perspektywy Adolfa Hitlera. Coś niewybaczalnego w przypadku przeciętnego artysty dzięki foetusowemu rozmyciu granic między byciem serio a zabawą jakoś uchodzi na sucho. Tak na marginesie: utwór ten był tytułowym kawałkiem na składance Narodowego Centrum Kultury upamiętniającej 7o-lecie wybuchu II Wojny Światowej, ale to już bardziej informacja, którą należałoby opatrzyć tagiem „beka”. Fakt faktem, Thirlwell nieźle folguje sobie tekstowo (oprócz śmierci i innych obrzydliwości zdarza mu się też zahaczyć np. o seksizm, i to w bardzo ostrym wydaniu), przy okazji żonglując cytatami i odniesieniami do popkultury, a jednocześnie, podobnie jak w przypadku jego muzyki, udaje mu się utrzymać spójność i stworzyć bardzo zwariowaną, ale jednak całość.

A propos warstwy tekstowej – mała historyjka. Miesiąc temu miałem okazję zamienić kilka słów z Foetusem po koncercie zespołu Manorexia, jego instrumentalnego projektu pobocznego. Jedną z kwestii, o które koniecznie musiałem zapytać, były słowa „why are the pretty ones always insane?” padające w utworze Heuldoch #7B z płyty Flow, od których moja fascynacja twórczością Thirlwella się zaczęła i które nadal robią na mnie porażające wrażenie. Doczekałem się bardzo wyczerpującej i inteligentnej odpowiedzi, zahaczającej o rozterki miłosne, chęć pasowania do społeczeństwa, czy nawet kwestie ludzkiej psychiki. I kiedy już nasza konwersacja zaczęła brzmieć jak jakaś bardzo poważna rozmowa o życiu, Foetus uśmiechnął się do mnie szeroko i dorzucił „tak to mniej więcej widzę, a tak poza tym to cytat z The Simpsons„, po czym roześmiał się serdecznie, jakby właśnie zrobił mi najlepszy dowcip na świecie.

I ta krótka anegdotka chyba najlepiej ilustruje fenomen tej muzyki – nie mam pojęcia, gdzie Thirlwell jest serio, a gdzie najzwyczajniej w świecie robi sobie jaja. A może wszędzie robi sobie jaja, a my durni łykamy to i analizujemy na poważnie, podczas gdy on cały czas szelmowsko uśmiecha się pod nosem? A może to wszystko jest na serio i w związku z moim uwielbieniem dla I’ll Meet You in Poland Baby powinienem zrezygnować z polskiego obywatelstwa i już nigdy nie patrzeć sobie w oczy w lustrze? Nie mam bladego pojęcia, ale skoro mają u mnie miejsce takie rozważania (i to jeszcze przy akompaniamencie TAKIEJ muzyki), to ja to kupuję. I będę sobie zarówno przy Hole, jak i przy innych wydawnictwach Foetusa (polecam szczególnie także Nail i Flow) bawił się doskonale, zarówno rozgryzając tę muzykę czysto intelektualnie, jak i najzwyczajniej w świecie skacząc przy niej po pokoju. Co i Wam sugeruję. (Maciek Sławski)

Reklamy