#40: Kraftwerk – Ralf und Florian (1973)

by carpcrawl

Kraftwerk - Ralf und Florian

Przeczytana niedawno książka Davida Buckleya Kraftwerk. Publikation uzmysłowiła mi, jak mało wiedziałem o historii niemieckiego kwartetu. Powiedzmy, że znałem ważniejsze fakty z etapu elektronicznego, z którym prawie wszyscy odruchowo kojarzą zespół, ale wszystko, co miało miejsce przed Autobahn, było dla mnie wielką białą plamą. Ralf Hütter i Florian Schneider (który opuścił Kraftwerk w 2008 r.) byliby z tego zadowoleni – od lat mozolnie budują wokół siebie blokadę informacyjną, kontrolując każdy drobny detal przekazu, jaki płynie z płyt, koncertów, oprawy graficznej, wywiadów i każdej innej rzeczy wychodzącej z okolic wytwórni Kling Klang. Pragnienie prywatności i budowy własnej wersji historii jest tak silne, że kiedy były członek Kraftwerk, Wolfgang Flür, wydał autobiografię, w której opisał wiele wątków zza kulis zespołu, skończyło się to procesem i nakazem przeredagowania książki. Nie wiem jeszcze jak panowie zareagowali na publikację Buckleya, ale pewnie nie będą zbyt uradowani z tego, co odsłania.

Zacznijmy od początku. Chyba każdy z nas zapytany o najważniejsze osoby w Kraftwerk powie: Ralf i Florian. I to jest prawda – to ich pomysły pozwoliły niemieckiemu kwartetowi stać się „Beatlesami elektroniki”. Ale gdy cofniemy się w przeszłość, fabuła gęstnieje. Wśród założycieli wczesnego wcielenia Kraftwerk jest też Eberhard Kranemann, muzyk, z którym Florian Schneider rozpoczynał swoją przygodę z graniem. Kranemann miał już za sobą krótki staż w grupie PISSOFF, w tym także występ w düsseldorfskim klubie Creamcheese w ramach performance’u artysty i teoretyka sztuki Josepha Beuysa. Początki Floriana i Eberharda to szukanie własnej drogi i wyniesiony ze szkoły, inspirowany jazzem i Stockhausenem eksperymentalizm, realizowany za pomocą nietypowego instrumentarium (flet, gitara hawajska, elektryczne skrzypce). Kranemann co prawda nie wystąpił na żadnej płycie Kraftwerk, ale to dzięki niemu Florian poznał dwie najważniejsze dla wczesnego etapu swojej kariery osoby – Ralfa Hüttera i producenta Conny Planka.

Tego pierwszego spotkał na letniej akademii jazzowej w Remscheid-Kuppelstein w 1968 roku, na którą Schneidera namówił właśnie Kranemann. Pochodzący z bogatej rodziny, lekko aspołeczny Florian i wycofany Ralf od razu ponoć złapali wspólną częstotliwość. Co do Planka, Eberhard znał go ze wspólnej pracy sesyjnej, i przyprowadził do niego Floriana, gdy Conny poprosił o znalezienie mu flecisty do nowego projektu. Po latach rola Kranemanna została niemal całkowicie pominięta przez liderów Kraftwerk. Oficjalna historia zespołu, której pilnowali wspólnie Ralf i Florian, brzmi tak: grupę założyli Hütter i Schneider, plus „różni ludzie”, z którymi duet pracował w początkach kariery. Według Ralfa Kraftwerk zaczął działać w 1970 roku, gdy powstało studio Kling Klang. Ale i to nie jest takie proste – Hütter w tym czasie na rok opuścił zespół i wrócił do Akwizgranu, żeby dokończyć studia! Pod jego nieobecność w zespole grali Schneider, Kranemann i Charly Weiss oraz przyszli muzycy Neu! – Michael Rother (który kończył to samo gimnazjum co Florian) i Klaus Dinger. Na krótko przez skład przewinęli się też Peter Schmidt i Houschäng Néjadepour, ale oni nie zagrzali miejsca zbyt długo.

Przed wyjazdem Ralfa zespół między próbami wszedł do studia, by zarejestrować pierwszą płytę. Nie zagrali jednak na niej ani Kranemann, ani Charly Weiss, ani prawie nikt inny z koncertowego składu Kraftwerk. Nie dlatego, że nie chcieli, ale dlatego, że Ralf i Florian…nie poinformowali ich, że nagrywają album. W piątek panowie przekazali reszcie lakoniczną informację, że w weekend nie będą mogli być na próbie. A w poniedziałek nie wspomnieli słowem o tym, co robili przez sobotę i niedzielę. Jedyną osobą w miarę regularnie występującą z Kraftwerk, która zagrała na debiucie, był perkusista Klaus Dinger, a i on został zaproszony tylko dlatego, że szefowie grupy potrzebowali w dwóch utworach bębniarza (drugim był Andreas Hohmann). Kranemann oficjalnie odszedł z zespołu w 1971 r., żeby wznowić studia, ale takie epizody tylko mu pomogły w podjęciu decyzji, co sam przyznaje w książce. Przez pół roku Florian grał z Rotherem i Dingerem, ale i oni odeszli po nieudanej sesji nagraniowej. Gdy wrócił Hütter, panowie Kling i Klang zaczęli działać we dwójkę.

Ralf i Florian nie najlepiej potraktowali też Conny Planka. Kiedy Kraftwerk odniósł swój pierwszy sukces singlem Autobahn, napisanym i nagranym z lwim wkładem Planka, zespołem zainteresował się amerykański promotor Ira Blacker. Zadzwonił najpierw do producenta, ale Conny skierował go do Ralfa i Floriana. I to był błąd – panowie dogadali się z Blackerem, podpisując umowę, która nie przyznawała Plankowi żadnych praw do zysków ze sprzedaży Autobahn. Co prawda zapłacili producentowi 5 tysięcy marek, co było wtedy niemałą kwotą, ale zupełnie niewspółmierną do wkładu Conny’ego w Autobahn i do pieniędzy, jakie na piosence zarobili Ralf i Florian. Plank próbował walczyć, ale bez podkładki w postaci umowy ze Schneiderem i Hütterem nie mógł nic. Pisał listy, które pozostawały bez odpowiedzi. Podobno do końca życia nie wyleczył się z rozczarowania, jakie go spotkało w podzięce za współtworzenie brzmienia, które za moment miało zrewolucjonizować muzykę.

Ale twierdzenie, że książka tylko odbrązawia postacie Ralfa i Floriana, byłoby nieprawdą. Bo nawet jeśli panowie mają na koncie wiele niezbyt fajnych z ludzkiego punktu widzenia zachowań i decyzji, to wciąż przede wszystkim są przedstawieni jako muzyczni geniusze i wizjonerzy, którzy podporządkowali wszystkie swoje ruchy spójnej wizji, zawsze ważniejszej niż realizujący ją muzycy. Zarazem Buckley nie ogranicza się tylko do oficjalnej wersji katalogu Kraftwerk, i całkiem wyczerpująco pisze o płytach, o których Florian Schneider powiedział kiedyś, że wracanie do nich to ‚muzyczna archeologia’ (czyli coś w sam raz dla nas!). Sporo ciepłych słów dotyczy zwłaszcza trzeciej płyty – Ralf und Florian, na której po raz pierwszy w dyskografii Kraftwerk pojawiły się syntezatory, automat perkusyjny i vocoder, będącej krążkiem przejściowym między wczesnym, krautrockowym brzmieniem z tradycyjnymi instrumentami, a późniejszym techno popem.

Wielkość zespołu zaczęła się na następnej płycie, ale na albumie numer trzy da się znaleźć liczne zapowiedzi wizjonerstwa. Na otwarcie w Elektrisches Roulette dostajemy przedsmak przyszłości w postaci elektronicznych bulgotów i bipnięć. W Kristallo pojawiają się syntezatorowe melodyjki, obecnie znak firmowy zespołu, jednak są tu jeszcze nieco nieokrzesane i brzmią bardziej jak improwizacja, niż kompozycja. Nie ma w nich jeszcze bezlitosnej, robociej precyzji znanej z Die Mensch MachineKomputerwelt. Ale już rytm momentami bardzo zapowiada to, co panowie nagrali później na Trans Europe Express – jeszcze ludzki, ale już bliski maszynowemu, regularnemu brzmieniu. TongebirgeHeimatklänge mógłby nagrać Brian Eno, gdyby nie to, że swoją pierwszą solówkę wydał dopiero rok po Ralf und Florian, a z ambientem zaczął kombinować jeszcze później. Tanzmusik brzmi jak daleki, starszy kuzyn Kometenmelodie 2 Autobahn, a finałowy, pobrzękujący gitarą hawajską Ananas Symphonie to czołówka utworów zespołu w ogóle. W tych prawie 14 minutach Ralf i Florian łapią kosmos za pięty niczym Popol Vuh. Znamy ich jako praojców electro i techno, ale okazuje się, ze wizjonerstwo Niemców zahacza tez o New Age i muzykę relaksacyjną.

Kiedy Kraftwerk przyjechał do Polski na 3 koncerty w ramach Sacrum Profanum, znajomy lubił mnie straszyć, że na pierwszym koncercie (na który miałem bilet) będą grać krautrock, na drugim techno, a na trzecim remiksy z The Mix. Wtedy średnio podobała mi się ta perspektywa. Dziś bardzo chętnie wybrałbym się na wykonanie live Ralf und Florian, choć zdaję sobie sprawę, że nie ma na to szans. Może doczekam się za to reedycji pierwszych trzech płyt, zapowiedzianych przez Ralfa parę lat temu, i może oficjalna historia Kraftwerk stanie się wreszcie pozbawiona przemilczeń i pominięć. A tymczasem polecam książkę Buckleya, z której możecie się dowiedzieć wszystkich opisanych wyżej rzeczy i wielu innych smaczków. Na przykład tego, kto był wzorem dla Ralfa Hüttera jako klawiszowca, jaki naprawdę był wkład w muzykę zespołu Wolfganga Flüra i Karla Bartosa, albo, że zespół Kraftwerk wcale nie był tak stuprocentowo aseksualny i anty-imprezowy, na jaki starał się kreować. I oczywiście dużo o muzyce i jej powstawaniu. Tylko szybko, zanim Ralf i Florian się zdenerwują i zaciągną autora do sądu. (Krzysztof Kijek)

Reklamy