#46: Różni wykonawcy – Sonda. Muzyka z programu telewizyjnego (2013)

by carpcrawl

Sonda. Muzyka z programu telewizyjnego

Co prawda w tytule notki widnieje data wydania 2013, ale absolutnie nie ma tutaj mowy o jakimś złamaniu przepisów bloga. (Halo, policja? Proszę przyjechać na WordPress.) Wydana przez GAD Records w zeszłym roku składanka zbiera nagrania pochodzące oryginalnie z lat 1980-1986. Utwory te, wybrane ze zbiorów specjalizującej się w library music wytwórni Sonoton, posłużyły jako oprawa kultowego programu popularnonaukowego schyłku PRL. Wyjątkiem jest św. Graal fanów Sondy – poszukiwany przez lata utwór z czołówki programu, który miał być miksturą Quincy Jonesa, Karlheinza Stockhausena i Aleksandra Maliszewskiego, a który okazał się dziełem jednego człowieka – Mike’a Vickersa. Eks-członek pierwszego zespołu Manfreda Manna, w którym grał na gitarze, flecie i saksofonie, po opuszczeniu grupy przez moment parał się muzyką orkiestrową, a jego wielkim sukcesem tamtego czasu było dyrygowanie orkiestrą towarzyszącą The Beatles w transmitowanym na cały świat przez satelitę wykonaniu All you need is love (1967 r.). Jego solowy album nie odniósł jednak sukcesu, i Vickers zajął się komponowaniem muzyki użytkowej do radia i TV. Kilka lat później króciutki utwór Visitation wyłuskała oprawiająca muzycznie nowy popularnonaukowy program Telewizji Polskiej Teresa Bancer. Wraz ze stworzoną przez Andrzeja Kurka czołówką utwór stał się swego rodzaju kotwicą emocjonalną, która do dziś uruchamia nostalgię i wspomnienia sprzed ponad 20 lat u całej rzeszy dzisiejszych 30-latków i starszych. To, że pierwsze wydanie składanki z muzyką z Sondy rozeszło się w kilka tygodni, jest wymowne – kult programu, choć na pewno nie masowy, jest żywy do dziś.

Muzyka z Sondy to jednak tylko część większych zjawisk – przede wszystkim samego library music, fascynacja którym powraca regularnie (w latach 90. z estetyki czerpali m.in. Stereolab i Add N to (X), później Boards Of Canada, a ostatnio muzycy związani z wytwórnią Ghost Box czy duet Demdike Stare). Ale też muzyki z radia i telewizji PRL lat 80. Powtórzę tezę, o której wspomniałem w audycji poświęconej soundtrackowi z Sondy – mam wrażenie, że bycie wystawionym w wieku dziecięcym na wypełnioną syntezatorami ścieżkę dźwiękową Telewizji Polskiej i Polskiego Radia zaszczepiło mi podskórną słabość do muzyki elektronicznej. Nie było dnia, żeby z ekranu lub z radia nie płynął Jean-Michel JarreMarek BilińskiGiorgio Moroder czy Mikołaj Hertel. Oczywiście w jinglach i czołówkach można też było natrafić na muzykę niesyntetyczną (choćby Anton Webern w czołówce Pegaza). Jednak to elektronika dominowała, co miało oczywisty sens – późne lata 70. i lata 80. były okresem, gdy wreszcie okazało się, ze na syntezatorach można stworzyć wielki hit (Oxygene), a korzystające z synth-popowej estetyki utwory wyskakiwały z każdego kąta. A druga sprawa, to pewien futuryzm tamtych czasów, w których ciągle można było mieć nadzieję, ze w 2014 roku będziemy latali załogowo na Marsa, a jetpacki i latające deskorolki będą w powszechnej sprzedaży.

Zjawisko muzyki użytkowej w polskich mediach nie jest ograniczone do słodkich lat 80. i ciągle istnieje, a na library music można się natknąć w niemal każdym serialu czy programie. Nieważne, czy traktuje on o sprzątaniu, gotowaniu, czy remontowaniu. Być może kiedyś dzisiejsze młode pokolenie będzie z nostalgią wspominać aktualne czołówki (choć mówimy o zupełnie innych realiach, niż w latach 80., w których wszyscy oglądaliśmy te same dwa kanały TV i słuchaliśmy trzech programów w radiu). Bez odpowiedzi póki co pozostaje pytanie, czy uda się z nich złożyć tak ciekawą płytę, jak tę z muzyką z Sondy. Pomimo, ze jej autorzy to w zdecydowanej większości no-name’y, przynajmniej z punktu widzenia popkultury i list przebojów, to jednak ich wprawki w instrumentalnym synth-popie, funku czy elektrycznym jazzie wielokrotnie zaskakują urokiem i jakością. Mimo wszystko nie mogę się zgodzić z Bartkiem Chacińskim, który odważnie napisał, ze soundtrack z Sondy mógłby namieszać w rocznym rankingu The Wire, ale te utwory, pisane i nagrywane przecież jako tła do konkretnych treści i tematów, są najzwyczajniej w świecie fajne i bronią się także w oderwaniu od obrazu. A twórcy to tylko połowa sukcesu – równie duży szacunek należy się ludziom, którzy wykonali tytaniczną pracę przekopania się przez biblioteki Sonotonu w celu wybrania pasujących nagrań. A także tym, którzy po wielu latach, często amatorsko, zajęli się misją odnalezienia muzyki dzieciństwa całego pokolenia. To również z ich wysiłku wziął się ten album, który – jeżeli jeszcze jest do kupienia – bardzo gorąco polecam, nie tylko jako ciekawostkę i echo końcówki PRL. A na zamknięcie, zamiast rozwlekania się nad library music (polecam tekst z Pitchforka o składance z wytwórni KPM) albo samą Sondą (najlepiej obejrzyjcie parę odcinków na Youtube albo zajrzyjcie na forum programu), oto moje top 5+1 czołówek/podkładów, które pamiętam z radia i TV schyłku lat 80. Z zastrzeżeniem, że to czołówki, które nie wykorzystywały piosenek specjalnie do nich napisanych, lecz sięgały po istniejące utwory. Wybór był dość bolesny (Mikołaj Hertel…), ale proszę bardzo:

5. Eric – Who’s your boyfriend (instr.) (Auto Moto Fan Klub)

Z jakiegoś powodu bałem się tej czołówki. Tych animowanych szybów naftowych, strzelającego sobie w ‚głowę’ dystrybutora paliwa, Mony Lisy.. Oczywiście nie mówimy tu o traumie poziomu Przyjaciela wesołego diabła, ale dla kilkulatka nawet to było wcieleniem grozy. Po latach jestem zdania, że ta czołówka znakomicie nadałaby się na jakiś teledysk Oneohtrix Point Never czy innego vaporwave’owca. A utwór w wersji instrumentalnej, bez wokalu Erica – znakomity. Jego autor, Bobby Orlando, to zresztą bardzo ciekawa, zasługująca na revival postać, m.in. producent wczesnych Pet Shop Boys (Tennant i Lowe byli wielkimi fanami Orlando) i współtwórca estetyki Hi-NRG. 

4. Marek i Wacek – Melodia dla Zuzi (Sygnały Dnia)

Marek i Wacek byli takimi peerelowskimi Możdżerem i Makowiczem, tyle, że popularniejszymi i grającymi „klasyków tak jak się gra przeboje, przeboje tak – jak się gra klasyków” (Lucjan Kydryński). To oczywiście duże uproszczenie, ale dość bliskie faktom – panowie byli bardzo popularni, a zarazem grali niezwykle kreatywnie, mieli masę charyzmy i z fantazją podchodzili do każdego wykonywanego utworu. Do tego komponowali sami. Melodię dla Zuzi Wacław Kisielewski (syn Stefana) napisał dla córki w 1983 roku, na trzy lata przed tragiczną śmiercią. Syntezatorowy motyw Melodii najbardziej kojarzy mi się z porannym dojazdem do szkoły, gdzieś pomiędzy dwoma ustrojami politycznymi w Polsce, gdy z radia dobywały się Sygnały dnia.

3. Chicory Tip/Giorgio Moroder – Son of my father (Studio sport)

Podręcznikowy wręcz przykład na to, jak być bossem, z ponad trzyminutowej piosenki znaleźć akurat te pasujące dziesięć sekund, i nierozerwalnie skojarzyć milionom widzów tę melodię – w oryginale nawet nie będącą refrenem – ze sportem. Nie jestem w stanie słuchać Son of my father w żadnej wersji nie mając wrażenia, ze zaraz pojawi się na ekranie Dariusz Szpakowski ze streszczeniem sportowych wydarzeń dnia. Ktokolwiek to wymyślił, zasługuje na złoty medal. Plansza Studia sport zamiennie używała też jako podkładu fragmentu Spiral Vangelisa – to również świetna czołówka, choć – podobnie jak Auto Moto Fan Klub – bardziej pasująca do kategorii ‚jak skutecznie przestraszyć małe dziecko’.

2. Kombi – Bez ograniczeń (5-10-15)

Wiadomo, czekało się, żeby osiągnąć wreszcie to ‚dorosłe’ 15. 5-10-15 oprócz plejady przyszłych gwiazd TV (prawica powiedziałaby: resortowych dzieci), Szortpressu i Głosu Wojciecha Manna, miało też spektakularną oprawę, przy której Teleranek dla mnie wypadał bardzo blado. Kogut biegnący po płocie kontra latające cyfry, strzelanie do tarczy i wybuchy? Wynik oczywisty jeszcze przed pierwszym gwizdkiem. Jeszcze była pamiętna piosenka o ćwiczeniu ciosów karate na kotlecie, futurystyczny synth-przebój na własnych prawach, który mógłby znaleźć się w katalogu Papa Dance, ale najlepiej pamiętam jednak utwór Kombi. I podobnie jak z Chicory Tip, nie jestem już w stanie go słuchać ‚normalnie’. Do teraz pamiętam swój szok sprzed bardzo wielu już lat, gdy dowiedziałem się, że to oni. 

1. The Pirates & Mike Brady – Victory (Morze)

Nie mam pojęcia o żeglarstwie i nigdy się nim nie zajawiłem. Nie wyobrażam sobie oglądania z własnej woli programu o morzu i żeglowaniu, choćby nie wiem jak ciekawego. I w dzieciństwie też najpewniej tego prawie nie robiłem, bo nie pamiętam praktycznie nic z magazynu Morze. Poza czołówką. CZOŁÓWKĄ. CZOŁÓWKĄ. Jakim geniuszem musiał być człowiek, który wymyślił, żeby program specjalizujący się w dość pokojowej tematyce żeglowania rozpoczynała scena morskiej bitwy i ataku piratów? Niedziela w okolicach południa była momentem, kiedy na te półtorej minuty w niejednym polskim domu męskie pociechy stawały się kapitanami pirackich łajb z obowiązkową przepaską na oku i papugą na ramieniu. W podobnym czasie TP puściła Karmazynowego pirata z Burtem Lancasterem, więc to chyba nic dziwnego, że na bal przebierańców do szkoły koniecznie musiałem się przebrać w pirackie fatałaszki?

0. Mike Vickers – Visitation (Sonda)

Rok 1989, który większość Polaków zapamiętała jako rok wyzwolenia albo magdalenkowej zdrady (niepotrzebne skreślić), dla mnie był pierwszym tak mocnym zetknięciem ze śmiercią. Jesienią uczestniczyłem w pierwszym w życiu pogrzebie rodzinnym. Zaledwie miesiąc wcześniej usłyszałem w TV, ze Andrzej KurekZdzisław Kamiński zginęli pod Raciborzem. Nie pamiętam, czy większym wstrząsem była dla mnie sama informacja o śmierci kogoś, kogo ‚znam’, czy świadomość, ze nie zobaczę już nowych odcinków Sondy, jednego z moich ulubionych programów ever. Słodkie dzieciństwo trwało, nadchodziły nowe czasy i nowe nadzieje, ale w moim życiu bezpowrotnie skończył się najbardziej beztroski etap. Z drugiej strony, swój pierwszy wielki życiowy wstrząs miałem już za sobą. A czołówka? Zabrzmi to w 200% geriatrycznie, ale takich – pod względem scenariusza, montażu, dramaturgii, muzyki – już się po prostu praktycznie nie robi. Nasz własny Doctor Who (main theme).

Wpisujcie miasta i swoje typy. Pozdro dla kumatych, zostawiających w Sieci komentarze typu „Zaraz się rozbecze tyle lat szukania wielkie dzieki”. (Krzysztof Kijek)

Reklamy